“Hey
Lucy, I remember your name.”
Skillet - Lucy
- Mmm. Wspaniale wyglądasz…
- Nadal, sądzę, że to beznadziejny pomysł. – skwitował Andy.
Stał przed czerwonym porsche na alei McKellar Cir i z
nieukrywaną namiętnością bawił się kluczykami, nie zważając na otoczenie. Był
ubrany w elegancki smoking a blond włosy opadały w nieładzie na oczy. „To
dziwne”, pomyślałam, „Nigdy przedtem nie sądziłam, że jest przystojny.”
- Wskakujesz do auta, czy będziemy tak stać jak na wystawie?
– ponaglił mnie ze zniecierpliwieniem.
Poszłam za jego przykładem, z nieco rozbawiona miną, patrząc
jak mój przyjaciel próbuje drżącymi rękoma zapalić silnik.
- Może ja spróbuje… - zaproponowałam.
- Przestań! Już powiedziałem, coś na ten temat. To głupi
pomysł i sam nie wiem czemu to robię…
- Robisz to dla mnie. Zgodziłeś się. Umów się dotrzymuje! –
powiedziałam z irytacją.
Andy nigdy nie potrafił się na mnie długo gniewać, a nawet
gdy próbował to i tak mu nie wychodziło. Zawsze gdy miałam głupie pomysły, on
próbował mi je wyperswadować. Nieskutecznie. Zazwyczaj dostawałam to czego
chciałam.
- Owszem, zgodziłem się, ale zaczynam tego żałować.
Zapalił silnik, po czym ruszył aleją i skręcił w Palos
Verder St, kierując się w dobrze znaną mi stronę.
- Skąd masz ten samochód? Kupiłeś? – zapytałam, próbując
zmienić temat rozmowy.
- Nie, wypożyczyłem…. Chciałaś wyglądać na rozpieszczoną
laleczkę, z milionerem u boku, który jak idiota spełnia wszystkie twoje
zachcianki. No to masz. Wszystkiego najlepszego Rebecco. – powiedział z
uśmiechem na twarzy, lecz na mnie nie spojrzał.
- Dziękuję. – szepnęłam i znów poczułam się tak jakbym
miałam siedemnaście lat, tak jakby się nic nie zmieniło. Znów jechaliśmy w to
same miejsce, znów razem, znów na moją prośbę.
Mimo wszystko, wiele się zmieniło. On. Ja. My. Las Vegas.
- Seksownie wyglądasz… - powiedział z nieukrywaną fascynacją
w głosie.
- Nic się nie zmieniłeś. – stwierdziłam z rozbawieniem. – To
dobrze. Przed sobą mamy całą noc - nie zmarnujmy tego. – dodałam.
***
Pomieszczenie do którego weszliśmy było wyłożone ciemną
boazerią z małą liczbą okien. W rogu dużej sali stał barman za ladą, który przeprowadzał pokaz, chcąc zwrócić na siebie uwagę gości.
Gdzieniegdzie były rozstawione stoły bilardowe i miejsca dla przybyłych
klientów, będące w całości zajęte, przez obściskujące się pary lub grupy osób,
z papierosami i szklankami mocnych
trunków. W drugim rogu sali, znajdowały się duże drzwi, przed którymi staliśmy
i które, wedle napisu, prowadziły do „pokoju hazardu”.
- Gustowne miejsce. Sporo się zmieniło, mimo to, nazwa nadal
pasuje do klimatu lokalu. – powiedział z sarkazmem, po czym z udawanym,
zagranicznym akcentem, począł mówić „Smoke
Cacino est fantastique! Oh! Billy! ”
- Och, Andy! Co ci zawiniła ta prostytutka? – zagadnęłam.
- No nic! Ja tylko nie mogłem znieść widoku, gdy kleiła się
do tego gbura.
- Nie zapominaj, że to teraz twoja rola, mój ty milionerze…
- mówiąc to, dotknęłam go delikatnie i musnęłam ustami jego ucho. – Jesteś
gotowy by tam wejść? – spytałam.
- Nie. To znaczy tak! Tak! – wymamrotał. – Ale robię to
tylko dla Ciebie.
- To świetnie. – rzekłam. – Pamiętaj o naszej umowie.
Puściłam go ze swoich objęć, po czym zamaszystym ruchem
otworzyłam drzwi i wmaszerowałam do środka. Był to pokój, który doskonale
pamiętałam, zupełnie inny, niż ten który „reprezentuje” kasyno. Na środku,
znajdowała się nowoczesna fontanna, ze szkła, po której z cichym szmerem
skapywała woda. W rogach sali stały stoły bilardowe a przy nich siedzieli
ludzie, sprawiający wrażenie obeznanych i całkowicie pochłoniętych grą.
- No to co robimy? - zapytał Andy.
- Jak to co? Twoja rozpieszczona damulka, chce pograć. O
patrz! Tam jest wolne miejsce. – wskazałam ręką stolik oddalony znacznie od
innych, za którym siedział młody krupier spoglądający wprost na nas.
Podeszliśmy w milczeniu, usiedliśmy a pracownik kasyna, bez
słowa począł rozdawać karty. Gdy skończył, zapytał z chytrym uśmiechem:
- O co gramy?
- O co? – zdziwił się Andy. – Zawsze myślałem, że w kasynach
gra się na pieniądze... Ile pan proponuje? – zapytał.
Krupier nie był jednak zainteresowany postawą mojego
przyjaciela, ani jego pytaniem. Przez cały czas spoglądał na mnie, w taki
sposób, że zapragnęłam uciekać.
- Hej Lucy. Pamiętasz mnie? – zapytał.
- Lucy. Jaka Lucy? – zdziwił się Andy.
- Ona. – powiedział krupier.
Wstał od stolika i złapał mnie za ramię:
- Nadal pamiętam twoje imię… Lucy.
Wow, dziewczyno, zaskakujesz mnie :D <3
OdpowiedzUsuńNieźle się zapowiada :D
OdpowiedzUsuń~Wacu <3