poniedziałek, 13 lutego 2012

Trzeci.


Finally, I can see you crystal clear.
Adele – Rolling in the Deep


- Rebecca, to nie jest śmieszne!
- Ja się wcale nie śmieje! – zaprzeczyłam.
Andy panikował, a ja zamiast płakać wolałam robić dobrą minę do złej gry.
- Lucy, skarbie, śmiech to zdrowie…
Młody krupier, który szedł cały czas za mną, ścisną moje ramię i przysunął się na tyle blisko bym mogła poczuć jego oddech na szyi. Próbowałam reagować na jego zaczepki, ale każdy opór był bezskuteczny.
- Kwiatuszku, nie szarp się tak. Dorian, pragnie cię oglądać całą i zdrową. – dodał z przekąsem na twarzy. Zapewne żałował, że nie może mi nic zrobić. Ja również.
- Jaki znowu Dorian? Rebecca, ja Ci chyba zaraz coś zrobię? W coś ty mnie wpakowała? – Andy próbował się na mnie rzucić ale inny krupier, który za nim szedł, złapał go i rzucił na przeciwległą ścianę.
- Uspokoisz się!?  - zapytał ze zdenerwowaniem wysoki chłopak, o blond włosach zawiązanych w kucyk. Ubrany był w długi, czarny płaszcz, mimo to jego twarz zdradzała, że nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat.
 – Ciebie można bez problemu zabić, prawda Carl? – dodał z przekąsem, zwracając się do swojego kolegi z pytaniem.
- Owszem, ale najwidoczniej dziś jest dzień dobroci dla zwierząt, bo szef, chce go żywego. – odparł Carl, po czym ścisnął mnie mocniej i dodał – Jednakże, mam nadzieję, że Dorian, okaże łaskę i pozwoli mi ciebie zabić.
Nic nie odpowiedziałam ignorując zaczepkę. Ruszyliśmy dalej. Korytarz był długi i ciemny i co jakiś czas mijaliśmy drzwi, będące oznakowane numerycznie. Gdy w końcu się zatrzymaliśmy, zaczęłam żałować, że moim życzeniem urodzinowym była wycieczka w to samo miejsce, z którego kiedyś uciekłam.
Tabliczka na drzwiach, zamiast numeru, przedstawiała napis: Dyrektor kasynaDorian Grass
                                                     ***
- Jesteś największą idiotką jaką znam. Nie dość, że koleś wymordował ci rodzinę, chce cię zabić, to ty jak gdyby nic, przychodzisz do niego w odwiedziny!
- Zamknij się – warknęłam  na Andiego, który od kilkunastu minut, robił mi wywody filozoficzne, będące moją podporą emocjonalną i psychiczną w ciemnym pokoju z jednym małym okienkiem.
- Ja boje się ciemnych i ciasnych pomieszczeń. Mam klaustrofobię… Zaraz zwariuję!
- Zamkniesz się, czy nie!?
- Gdzie ty masz rozum? Głupi jestem, że się na to zgodziłem! Matko, idiota ze mnie…
Andy, był blady jak ściana a twarz miał napiętą ze zdenerwowania. Chodził po pokoju od jednej do drugiej ściany, cały czas mamrocząc coś pod nosem, to znów wykrzykując w moją stronę sentymentalne uwagi…
- Ja pitole… Czy ty się w końcu ogarniesz?
- A czy Ty widzisz mój stan? Czy sądzisz, że w takiej sytuacji będę tak po prostu siedzieć? Ten koleś to psychopata!!!!
- Zamknij się! – warknęłam. – Nie musisz tak wrzeszczeć, i tak cię nikt nie usłyszy…
- Moim jedynym celem jest by mnie usłyszał twój wypaczony mózg! -podszedł do mnie i nim zareagowałam, nachylił się i krzyknął mi wprost do ucha -  Heeeeeloooo? Jest tam ktoś?
Odepchnęłam go z całej siły i wstałam.
- Nikt ci nie kazał tu ze mną jechać! Mogłeś mi odmówić! Ale nie! Ty wolałaś tu przyjechać, udając wspaniałomyślnego przyjaciela, który jest w stanie zrobić dla mnie wszystko...
Nie mogłam się uspokoić. W jednej chwili, chciałam płakać, śmiać się i krzyczeć. Nie wiedziałam, dlaczego to robię. Dlaczego mu o tym mówię. Czemu na niego krzyczę…. Dlaczego nie potrafię przyznać się do błędu, zignorować miłości i zacząć nowego życia. Tak po prostu. Mimo chęci, przeszłość wciąż mnie dogania.
- Rebebcco...
- Oj zamknij się! Jeżeli chcesz mi powiedzieć kolejną filozoficzna myśl, to sobie daruj. Nie chcę już tego słuchać!
- Reb.. Ja ci…
- Tak, tak. Ja ci mówiłem, że to beznadziejny pomysł. Uprzedzałem! No to super! Gratuluję! Ale zamiast mi pomóc, to ty histeryzujesz i krzyczysz jakby cię torturowali… Słyszałeś, co Dorian powiedział? Pamiętasz, co ci obiecał?
- Nie wierzę mu. – zaprzeczył, po czym ze smutnym wyrazem twarzy oprał się o ścianę.
- To chyba powinieneś zacząć. – warknęłam i z powrotem usiadłam na podłodze.
- Ty zaufałaś i  jak się to skończyło? Przecie doskonale pamiętasz... - powiedział cicho.
Nie zareagowałam.
- Ty go wciąż kochasz… Prawda? – zapytał, po długiej ciszy…
Nie odpowiedziałam.
- Kochasz go.
Tym razem nie pytał, lecz powiedział to z takim wyrzutem, jakby się tego brzydził…
- Nareszcie widzę jaka jesteś. Szkoda tylko, że zakochałem się z niewłaściwej osobie. Pokochałem Rebbecę Fisher, tą dziewczynę z dzieciństwa. Powiesz mi, gdzie Ona teraz jest? Co jej zrobiłaś?
Nic nie odpowiedziałam.

1 komentarz: