Finally,
I can see you crystal clear.
Adele – Rolling in the Deep
- Rebecca, to nie jest śmieszne!
- Ja się wcale nie śmieje! – zaprzeczyłam.
Andy panikował, a ja zamiast płakać wolałam robić dobrą minę
do złej gry.
- Lucy, skarbie, śmiech to zdrowie…
Młody krupier, który szedł cały czas za mną, ścisną moje ramię
i przysunął się na tyle blisko bym mogła poczuć jego oddech na szyi. Próbowałam
reagować na jego zaczepki, ale każdy opór był bezskuteczny.
- Kwiatuszku, nie szarp się tak. Dorian, pragnie cię oglądać
całą i zdrową. – dodał z przekąsem na twarzy. Zapewne żałował, że nie może mi
nic zrobić. Ja również.
- Jaki znowu Dorian? Rebecca, ja Ci chyba zaraz coś zrobię?
W coś ty mnie wpakowała? – Andy próbował się na mnie rzucić ale inny krupier, który
za nim szedł, złapał go i rzucił na przeciwległą ścianę.
- Uspokoisz się!? -
zapytał ze zdenerwowaniem wysoki chłopak, o blond włosach zawiązanych w kucyk.
Ubrany był w długi, czarny płaszcz, mimo to jego twarz zdradzała, że nie mógł
mieć więcej niż dwadzieścia lat.
– Ciebie można bez
problemu zabić, prawda Carl? – dodał z przekąsem, zwracając się do swojego
kolegi z pytaniem.
- Owszem, ale najwidoczniej dziś jest dzień dobroci dla
zwierząt, bo szef, chce go żywego. – odparł Carl, po czym ścisnął mnie mocniej
i dodał – Jednakże, mam nadzieję, że Dorian, okaże łaskę i pozwoli mi ciebie
zabić.
Nic nie odpowiedziałam ignorując zaczepkę. Ruszyliśmy dalej.
Korytarz był długi i ciemny i co jakiś czas mijaliśmy drzwi, będące oznakowane
numerycznie. Gdy w końcu się zatrzymaliśmy, zaczęłam żałować, że moim życzeniem
urodzinowym była wycieczka w to samo miejsce, z którego kiedyś uciekłam.
Tabliczka na drzwiach, zamiast numeru, przedstawiała napis: Dyrektor kasyna – Dorian Grass
***
- Jesteś największą idiotką jaką znam. Nie dość, że koleś
wymordował ci rodzinę, chce cię zabić, to ty jak gdyby nic, przychodzisz do
niego w odwiedziny!
- Zamknij się – warknęłam
na Andiego, który od kilkunastu minut, robił mi wywody filozoficzne,
będące moją podporą emocjonalną i psychiczną w ciemnym pokoju z jednym małym
okienkiem.
- Ja boje się ciemnych i ciasnych pomieszczeń. Mam
klaustrofobię… Zaraz zwariuję!
- Zamkniesz się, czy nie!?
- Gdzie ty masz rozum? Głupi jestem, że się na to zgodziłem!
Matko, idiota ze mnie…
Andy, był blady jak ściana a twarz miał napiętą ze
zdenerwowania. Chodził po pokoju od jednej do drugiej ściany, cały czas
mamrocząc coś pod nosem, to znów wykrzykując w moją stronę sentymentalne uwagi…
- Ja pitole… Czy ty się w końcu ogarniesz?
- A czy Ty widzisz mój stan? Czy sądzisz, że w takiej
sytuacji będę tak po prostu siedzieć? Ten koleś to psychopata!!!!
- Zamknij się! – warknęłam. – Nie musisz tak wrzeszczeć, i tak
cię nikt nie usłyszy…
- Moim jedynym celem jest by mnie usłyszał twój wypaczony
mózg! -podszedł do mnie i nim zareagowałam, nachylił się i krzyknął mi wprost
do ucha - Heeeeeloooo? Jest tam ktoś?
Odepchnęłam go z całej siły i wstałam.
Odepchnęłam go z całej siły i wstałam.
- Nikt ci nie kazał tu ze mną jechać! Mogłeś mi odmówić! Ale
nie! Ty wolałaś tu przyjechać, udając wspaniałomyślnego przyjaciela, który jest
w stanie zrobić dla mnie wszystko...
Nie mogłam się uspokoić. W jednej chwili, chciałam płakać,
śmiać się i krzyczeć. Nie wiedziałam, dlaczego to robię. Dlaczego mu o tym
mówię. Czemu na niego krzyczę…. Dlaczego nie potrafię przyznać się do błędu,
zignorować miłości i zacząć nowego życia. Tak po prostu. Mimo chęci, przeszłość
wciąż mnie dogania.
- Rebebcco...
- Oj zamknij się! Jeżeli chcesz mi powiedzieć kolejną
filozoficzna myśl, to sobie daruj. Nie chcę już tego słuchać!
- Reb.. Ja ci…
- Tak, tak. Ja ci mówiłem, że to beznadziejny pomysł.
Uprzedzałem! No to super! Gratuluję! Ale zamiast mi pomóc, to ty histeryzujesz
i krzyczysz jakby cię torturowali… Słyszałeś, co Dorian powiedział? Pamiętasz,
co ci obiecał?
- Nie wierzę mu. – zaprzeczył, po czym ze smutnym wyrazem twarzy oprał
się o ścianę.
- To chyba powinieneś zacząć. – warknęłam i z powrotem
usiadłam na podłodze.
- Ty zaufałaś i jak
się to skończyło? Przecie doskonale pamiętasz... - powiedział cicho.
Nie zareagowałam.
- Ty go wciąż kochasz… Prawda? – zapytał, po długiej ciszy…
Nie odpowiedziałam.
- Kochasz go.
Tym razem nie pytał, lecz powiedział to z takim wyrzutem,
jakby się tego brzydził…
- Nareszcie widzę jaka jesteś. Szkoda tylko, że zakochałem
się z niewłaściwej osobie. Pokochałem Rebbecę Fisher, tą dziewczynę z dzieciństwa.
Powiesz mi, gdzie Ona teraz jest? Co jej zrobiłaś?
Nic nie odpowiedziałam.
No w końcu! Ileż ja czekałam na ten rozdział :D :P
OdpowiedzUsuń